AWAZYMYZ - Pismo historyczno-spoleczno-kulturalne


Legenda karaimska
O białej i czerwonej róży lub o złym cierniu

(Ze zbiorów Biblioteki Litewskiej Akademii Nauk. Kolekcja S. Szapszała)

Przed wielu… wielu laty na Krymie, w stolicy Chanów, w Bachczysaraju mieszkał sławny młody Babakaj… Babakaj był tak sławny, jak młody i piękny… Nie sława jednak, piękność i młodość były skarbem Babakaja… Bijana, cudnej urody. Bijana była tym skarbem i rycerz Babakaj był skarbem najdroższym Bijany.
Szczęście słało się do stóp Babakaja i Bijany, jak wonne płatki białe kwiatu migdałowego, spadające na głowy ich, ku sobie pochylone, na ręce ich splecione… pod stopy ich…
Wielce, wielce szczęśliwi byli Babakaj i Bijana… I zapomnieli, że są na ziemi, gdzie nic trwałego nie ma…
Zagrały surmy bojowe… Z rozdartym sercem żegnał rycerz Babakaj Bijanę najdroższą na znak wiecznej miłości pierścień swój na rękę jej kładąc… Głuchym jękiem odbił się stuk kopyt końskich o drogę kamienną w sercu Bijany… sama została… Nie sama, albowiem tęsknotę rozłąki starała się słodzić piękna przyjaciółka – Arzu, również płomiennie Babakaja miłująca: to tańcem, to śpiewem, to pięknymi baśniami…. Gdy jednak widziała, że ni czas, ni rozłąka, ni tańce a śpiewy, a baśnie cudowne, nie chłodzą miłości pięknej Bijany, postanowiła ją zgładzić, by w sercu Babakaja zagościć…
I żrąca jak żądło żmii trucizna przegryzła nić życia Bijany…
Już kwietne kobierce pokryły mogiłę Bijany, już cudne róże białe smutnie chyliły swe czoła wonne nad biedną Bijaną, gdy z wojny powrócił Babakaj…
Spotyka go piękna Arzu, na własny jego pierścień wskazująca na ręku jej świecący i rzecze: „Bijana ze świata tego odchodząc, tak Cię mi kazała miłować, jak sama Cię miłowała”… Nie słucha rycerz Babakaj zdradnych słów Arzu, piersią bohaterską na drogą mogiłę upada, długie, długie godziny z niej się nie rusza, aż i na wieki tam zostaje z piersią własną ręką przebitą…
I nowa nadeszła wiosna, i na mogile Bijany obok róż białych, róże szkarłatne zakwitły, tęsknie swe płatki krwawe ku śnieżnym płatkom prężące. Wiatr dobroczynny nachyla ku sobie tęskne białe i szkarłatne kwiaty na jednej mogile wyrosłe…
Ujrzała je zła Arzu… „Na nic ma zbrodnia, na nic męki moje… nie chcę żyć więcej” i nóż ostry swej niewolnicy podaje… I z piersią przebitą pada straszna Arzu pomiędzy białe i krwawe róże…
I znowu przyszła wiosna, i znowu szmaragdowy kobierzec otulił kochanków mogiłę, i znów wyrosły białe i krwawe róże, a pomiędzy niemi – cierń, zły cierń kolący… jak złą była Arzu na ziemi…


© Związek Karaimów Polskich w RP, Copyright ©2003-2011, All rights reserved
Zrealizowano dzięki dotacji Ministerstwa Spraw Wewnetrznych i Administracji